Dostalem auto by sie nim zaopiekowac pod nieobecność mojego ojca. Mówił mi żebym właśnie na tygodniu odstawił auto do mechanika bo czasami go muli że turbina sie nie załącza, albo robi to za późno, albo zadziała na chwile przy 2tys obrotach tak do 2,5 po czym znowu go przymula. Dopiero po 3-3,5tys obr. czuć że zaczyna pracować ale niemniej jednak nie robi tego tak jak powinna. Postanowiłem sie wybrac na nocna przejażdżke co mnie później sporo kosztowało nerwó. mianowicie jechałem i nagle zapaliła mi sie
kontrolka świec żarowych następnie komputer pokazał mi ze 3 nazwy błędów; ASR, engine fault. Komputer zblokował system że kluczykiem mogłem sie po głowie podrapać co najwyżej. Otworzyłem maske i usyszałem dziwne "cykanie/trzeszczenie" z gniazda kwadratowego czerwonego przekaźnika 30V. Myślalem ze sie spalił czy cos w stylu ale o dziwo był cały bo zamienilem go na miejsce z identycznym przekaźnikiem i ten 'nowy' ktory powędrował na miejsce wadliwego nie działał - wywalało go dosłownie z gniazda, jak go dotykałem to czułem wibracje (chodzące mrówki). Jak udało mi sie go usadzic tam na miejscu że nie drżał i nie było słychać tego wibrowania to system odblokowywał komputer i odpalał na dotyk, pochodził 10 sek i ja mu w gaz a on zgasł.
Dzięki za poświecenie czasu żeby przeczytać te wypociny ale tyle atrakcji zwiazanych z autami w tak krótkim odstepie czasu jeszcze nie mialem.