Mi średnią na jednym baku pokazywała non stop max. 12.5 w Warszawie i przyznam że od czasu do czasu jej wcisnąłem. Traktowana normalną nogą nigdy więcej jak 12.5. Mówię o normalnej jeździe miejskiej w przedziale 0-100km/h bez używania słynnego przycisku w gałce zmiany biegów.
Z przyciskiem gdy była jeszcze w automacie to i 17 wzięła no ale przycisk ciągnął obroty do 6000 i dopiero zmieniał na wyższy bieg.
Ja jednak zrobiłem na to patent i przycisk trzymałem dopiero gdy ruszyła i przeżuciła na dwójkę. Wtedy brała mi 14 gdy wariowałem ale ze spokojną nogą spokojnie idzie wyrobic sie do 9.5/100 w mieście. Jak ją normalnie traktujesz z prędkościami rzędu 0-80 w mieście to nie wychla dużo.
Znaczy się, nie wychlała bo z czasem te 11-12L przy prędkości lekko pow. 200km/h też zrobiło się kosztowne. Mesio W220CDI przy tej samej prędkości spala mniej o 3-3,5L i to ropy. 18.7L Omega pokazała mi na trasie ale gdy sprawdzałem ile poleci. Było to przy 235km/h ale miała jeszcze zapas lecz ja już się bałem. Miałem 195/65/R15 gdzie napisali VMAX 205km/h więc cykora złapałem bo jednak na tak wąskich oponkach utrzymać ją przy takiej prędkości raczej ciężko było. Lekko sobie pływała. Oryginalnych 205-tek nie miałem okazji sprawdzić bo ją sprzedałem nim opony zmieniłem. Pierwsz raz wtedy wsiadłem do W220 i mi się Omegi odechciało. W mercedesie przy 240km/h w kabinie tyle samo huku co w Omedze już przy 180.
Omegi miałem dawno temu i wtedy najbradziej zadowolony byłem z dwóch silników. 3.2V6 i 2.5TD. Ten drugi jeździł na powietrze. Nie wiem na co to jeździło ale za biednych starych czasów szkolnych gdy cała kase rozwalało się na żywot akademicki lałem z butelki by oby tylko dojechało. No i jeździło. Często wychodziło mi po wiochach mniej jak 6L/100 dieslem. Bardzo "mniej" dlatego mówię że na luft smigała bo ciężko było w to uwierzyć. Pewność miałem jednak "max pewną" bo dziesiątki razy odpowietrzałem wtryski gdy zupy zabrakło
![Mr. Green :mrgreen:]()
no to wiedziałem ile co do grama wlałem
![Mr. Green :mrgreen:]()
tyle że w czasach szkolnych to kasa była dzielona tak by wlać piatkę w samochód a dychę w siebie
![Niegrzeczny :naughty:]()
No i po 2003,2004 roku na ulicach zaczęłu się pojawiać małe wozy z silnikami nowszej generacji. Po 2,3 latach bywało tak że głupie nowe Yaris zrywało się szybciej jak ciężka Omega. Fakt, Yaris wyrwał się szybciej ale po chwili szans juz nie miał. Omega musiała dostać dwójki i wpaść w połowę obrotów by dostała kopa. Na manualu 170km/h na trzecim biegu przy 5800rpm mogła wyskrobać.
No i Omega gazu nie lubi. Oj nie lubi. Leciałem kiedyś 2.5 V6 z Gdańska do Warszawy. Nocą ścigałem sie z jakimś W203 w Dieslu. No nie dałem mu rady niestety to po pierwsze a po drugie to butla gazu starczyła mi na odcinek Mława Warszawa
![Mr. Green :mrgreen:]()
(130km) tak omega lubi wąchać. Miałem jednak wtedy własnej roboty mapy wtrysków i trochę rozjechane i dyfer z przekładką 4.05 od DTI. Nie było to dobrym pomysłem.
Chcąc jednak polecić coś dzisiaj to Omegi juz bym nie polecił. To było 13,14 lat temu i nie było takiego wyboru wozów jak dziś. Były też inne ceny. Połowa kumpli wtedy jeździła jeszcze rekinami
Dzisiaj jest jednak inaczej. Jest więcej wozów za 15 koła. Jest też neistety gorsza jakość.