
Forum samochodów hybrydowych, elektrycznych i konwencjonalnych
[Aby zobaczyć link musisz być zalogowany na forum » zaloguj się]
ale w takim razie dlaczego rowerzysta nie przewidział podmuchu wiatru i się nie zatrzymał? Hę?
tylko jak Ci wybudują ścieżkę, to bądź łaskawy nią jechać.
Sorry, ale albo stosujesz się do przepisów, nam proponujesz lekturę kodeksu drogowego, albo masz te przepisy w nosie.
Postaraj się mieć taki sam czas z dynamem jak i bez, a na wyścigu to zaprocentuje.
Bo jeżeli ja w ciebie wjadę bo nie będziesz oświetlony
Zdarzają się takie wypadki, bardzo często z winy nieoświetlonych rowerzystów, którzy mają 2 metry rozrzutu w jeździe.
No pewnie nigdy na rowerze nie jeździłem.... . Ehhhh..... .
No i jeszcze oprócz przepisów i kultury jest jeszcze MYŚLENIE (chodzi mi o przewidywanie sytuacji / wyobraźnię, a nie o "myślę, że tak se pojadę", którego na drodze niestety częściej brakuje rowerzystom, niż kierowcom...
W Polsce w wypadkach drogowych rocznie ginie około pięciu tysięcy osób. Mniej więcej co dziesiąta z nich to rowerzysta. Stawia to nasz kraj na jednej z najgorszych pozycji w Europie, jeśli chodzi o pozycję słabszych, niechronionych uczestników ruchu. W liczbach bezwzględnych 500 zabitych rowerzystów to tyle samo, co w liczących ponad dwa razy tyle mieszkańców Niemczech, gdzie w dodatku ruch rowerowy jest wyraźnie wyższy, niż w Polsce. W Holandii rowerzyści stanowią co prawda najliczniejszą grupę ofiar wypadków, ale przeliczając na udział rowerzystów w tamtejszym ruchu drogowym (ok. 25-30%), okazuje się, że statystycznie jest to kraj dla rowerzystów najbezpieczniejszy.
Co więcej, w Polsce problem nie dotyczy - jak głoszą obiegowe opinie - wyłącznie małych miejscowości i wsi. W Krakowie w latach 1999-2003 rowerzyści stanowili również około 10% ofiar wypadków (w 2003 roku - 11,4%, dane Zarządu Dróg i Komunikacji w Krakowie) mimo, że zgodnie z Kompleksowymi Badaniami Ruchu w październiku 2003 ruch rowerowy nie przekraczał w Krakowie 1,5 proc. wszystkich podróży. Wyraźnie widoczna jest nadreprezentacja słabszych uczestników ruchu w tej smutnej statystyce. Co ciekawe, według krakowskiej policji, rowerzyści byli sprawcami 60 proc. wypadków ze swoim udziałem - a to jest wyraźnie mniej, niż dla wszystkich wypadków: kierujący pojazdami są sprawcami ok. 80 proc. z nich.
Jedną z podstawowych przyczyn tego smutnego stanu rzeczy jest stan prawny: przepisy ruchu drogowego, przepisy regulujące zasady projektowania dróg i ulic a także fatalny system szkolenia kierujących pojazdami.
Polska ustawa Prawo o Ruchu Drogowym (PORD) jest sprzeczna z międzynarodową konwencją o ruchu drogowym, tzw. Konwencją Wiedeńską z 1968 roku. Art. 16 ust. 2 Konwencji mówi wyraźnie, że kierujący pojazdem, zmieniający kierunek ruchu i skręcający w drogę poprzeczną jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa rowerzyście, poruszającemu się po drodze rowerowej przecinającej jezdnię drogi, na którą zamierza wjechać.
Tymczasem nowelizacja PORD z 2002 roku usunęła art. 27 ust. 2, pozostawiając kuriozalny zapis, że w takiej sytuacji kierujący pojazdem ma obowiązek ustąpić pierwszeństwa jedynie rowerzyście znajdującemu się już na przejeździe rowerowym. Rowerzystę, znajdującego się pół metra przed przejazdem rowerowym obowiązuje już art. 33 ust. 4 Prawa o Ruchu Drogowym - zakaz wjazdu przed nadjeżdżający pojazd. To podważa sens budowy dróg rowerowych, ponieważ korzystanie z nich oznacza, że jazda na rowerze jest znacznie wolniejsza, niż ulicą, wiąże się ze znacznie większym wysiłkiem fizycznym (zatrzymywanie i ponowne rozpędzanie się) i staje się kolizyjna z ruchem samochodowym. W dodatku art. 33 ust. 1 PORD nakazuje rowerzyście korzystać z drogi rowerowej (i w konsekwencji - zatrzymywać się na każdym skrzyżowaniu, choćby ulica wzdłuż której jedzie, miała pierwszeństwo).
Niemiecki system szkolenia kierujących pojazdami wielki nacisk kładzie na zwracanie przez kierowcę uwagi na to, co się dzieje po prawej stronie pojazdu - czy nie ma tam rowerzysty. Wynika to z bardzo poważnego traktowania zapisów Konwencji Wiedeńskiej oraz ze zdrowego rozsądku. W Polsce problem jest zamiatany pod dywan. Skutki są opłakane. Coraz liczniejsze są potrącenia rowerzystów na przejazdach rowerowych. Do śmiertelnych wypadków dochodzi wręcz w sytuacji, gdy rowerzysta na przejeździe ma zielone światło - tak samo, jak poruszający się równolegle samochód, skręcający w prawo!
Złe prawo to nie jedyny problem. Polska praktyka inżynierii drogowej jest kolejną przyczyną wielu kolizji. Skrzyżowania w Polsce zbyt często mają promienie łuków umożliwiające jazdę samochodem z prędkościami rzędu 80 km/godz. Nagminnie stosuje się tzw. skrzyżowania z wyspami centralnymi (popularne "ronda z sygnalizacją świetlną"), o niskiej przepustowości, blokujące lewoskręty i bardzo terenożerne. Utrudniają one - z braku miejsca - poprawne rozwiązanie dróg i przejazdów rowerowych na wlotach oraz taką organizację faz sygnalizacji świetlnej, aby wyeliminować kolizyjne fazy prawoskrętów i ruchu pieszych i rowerzystów przez wloty skrzyżowania.
Nawet w ulicach uspokojonego ruchu (gdzie rowerzyści poruszają się w jezdniach, na zasadach ogólnych) pojawiają się skrzyżowania o nieracjonalnie wielkiej powierzchni, zachęcające kierowców do niebezpiecznych zachowań i utrudniające poruszanie się rowerzystom.
Wspomniane powyżej opracowanie krakowskiego ZDiK na temat wypadków rowerzystów wskazuje na zaskakująco wysoką liczbę wypadków w ulicach z drogami rowerowymi. Powodem są najprawdopodobniej właśnie wadliwie zaprojektowane przejazdy rowerowe, w tym wadliwie zaprojektowana sygnalizacja. W Krakowie są przejścia i przejazdy rowerowe, gdzie zielone światło pali się ok. 20 sekund na 4 minuty cyklu! Nic dziwnego, że 95% pieszych i rowerzystów pokonuje je niezgodnie z przepisami, na czerwonym świetle. Często zdarza się też, że wjazd na drogę rowerową jest po prostu niemożliwy lub niebezpieczny ze względu na lokalizację drogi rowerowej powodującą jej nieustanne blokowanie przez samochody lub geometrię, wymuszającą zachowania kolizyjne i potencjalnie skrajnie niebezpieczne.
Rozporządzenia dotyczące warunków technicznych dróg - w tym dróg rowerowych - są zupełnie oderwane od praktyki, spotykanej w Niemczech czy Holandii. Dopuszczają złe nawierzchnie i milczą na temat spraw zasadniczych: prędkości projektowej dróg rowerowych, minimalnych promieni łuków, niezbędnych poszerzeń czy obszarów akumulacji przed przejazdami rowerowymi z sygnalizacją świetlną lub bez pierwszeństwa przejazdu.
Strider napisał(a):(...) Chodzi mi o to, że kiedy widzicie rowerzystę,(...) zwolnijcie, nie wyprzedzajcie
...
Akurat tutaj trafiłeś kulą w płot!Bo ja osobiście jeżdżę z prędkościami przepisowymi, nawet jak jakiś wieśmac za mną trąbi, błyska i macha gałązkami (właśnie byłem specjalnie w samochodzie - na GPS, na ponad 14000km przejechanych z komputerkiem - najwyższa zanotowana szybkość to... 93kmph...)!Strider napisał(a):(...)No i jeszcze oprócz przepisów i kultury jest jeszcze MYŚLENIE (chodzi mi o przewidywanie sytuacji / wyobraźnię, a nie o "myślę, że tak se pojadę", którego na drodze niestety częściej brakuje rowerzystom, niż kierowcom...
Na jakiej podstawie to stwierdzasz? Kiedy jedziesz 70 km/h zamiast 50km/h myślisz sobie, nikomu nie szkodzę, jest pusto, widoczność dobra itd... Nawet nie zauważasz, że wszyscy tak jadą. I nagle pojawia się rowerzysta bez oświetlenia, no i nie ma czasu, żeby uniknąć wypadku, i oczywiście, jego wina...
Strider napisał(a):To możesz nazwać drogą rowerową, z miasta do miasta, przez cały kraj... A tu kawałek chodnika, prawie cały czas zajęty przez ludzi, jazda przypomina slalom...
Strider napisał(a):A uwierzcie mi, zaklinam się na wszystko, że nigdy nie widziałem pijanego rowerzysty, rowerzysty wymuszającego pierszeństwo...
Akurat tutaj trafiłeś kulą w płot!Bo ja osobiście jeżdżę z prędkościami przepisowymi
Pisałeś też, że nie widziałeś w Polsce ścieżki rowerowej... Zapraszam do Krakowa. Jest ich tutaj sporo, a mimo to rowerzyści i tak śmigają ulicami. Oni też pewnie nie widzieli ścieżki rowerowej...
Niedawno sam miałem "ciekawy" przypadek
I tobie sugerowałbym też najpierw je poznać, zacząć się do nich stosować, a dopiero potem mieć pretensje, że inni ich nie przestrzegają.
Z tego co obserwuję (i jak sam jeździłem), to wcale nie jest tak, że nie można jeździć, bo ludzie chodzą.
Co do długości, to bez przesady, nie zrobią Ci w Polsce ścieżki dla roweru z Warszawy do Szczecina.
Strider napisał(a):Ja nie bronię młodych/starych/pijaków/wieśniaków/przygłupów, ale kolarzy!
Smerda_Jajeczny napisał(a):Sam jeżdżę na rowerze (choć nieczęsto), ale nigdy nie śmigam po ulicach. Z braku innej możliwości jeżdżę po prostu po chodniku.
chicken19 napisał(a):
tak samo jeżdząc cieżarowką trzeba zasówac za rowerzystą 15 km/h bo są linie ciagłe a niestety wyprzedzić nie można a za mną sznur samochodów.wiec tam gdzie jest dobry chodnik dlaczego rowerzyści nim nie jada tylko pchają sie na asfalt?
powiem krótko acz obrazliwie(nie dotyczy przepisowych rowerzystów)-WON NA CHODNIK!!!!!!!!!!!
InzRuchu napisał(a):5. Korzystanie z chodnika lub drogi dla pieszych przez kierującego rowerem jednośladowym jest dozwolone wyjątkowo, gdy:
1. opiekuje się on osobą w wieku do lat 10 kierującą rowerem lub
2. szerokość chodnika wzdłuż drogi, po której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością większą niż 50 km/h, wynosi co najmniej 2 m i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów.[/b]
WON KODEKS DROGOWY CZYTAĆ ...
InzRuchu napisał(a):Jakoś w innych krajach sobie radzą i nawet w deszczu rowery bez światełek widać znakomicie ... tylko u nas jakoś ciemno niektórym...[/b]
InzRuchu napisał(a):(...)... no chyba, że jazda w górniczym hełmie jak proponuje fourup .... co kolejne ?...